piątek, 18 maja 2012
Skuszona wysokością sprawdzam wytrzymałość granic. Czaruje mnie grawitacja.
środa, 16 maja 2012
Proste zasady konsolidacji dwuistnień kładą się cieniem na śliskiej posadzce. Prawdę najlepiej oglądać kątem oka, bo choć stan pustej równowagi [nic do niczego, rachunek obezwładniająco poprawny, bezpieczny] nie został naruszony, lekka konstrukcja składa się zaledwie z małych przestrzeni pomiędzy kośćmi. Wystarczy mnie dotknąć nocą.
Pod ziemią toczą się kolejne walki o przywództwo. Stopy wibrują od nachalnych tańców, które, chcąc nie chcąc, zapowiadają przejęcie miejsc, do tej pory odwiedzanych ze spokojem.
Wypatruję oczy w ciemności, pluję kredą, lawina spada z hukiem.
niedziela, 13 maja 2012
Niebo gaśnie w ciemność, spadając z rozpryskiem drogą przejścia od różu po czerwień. Dotyk tnie skórę. Budzę się z ciała, które zapisuje w sobie czas, wcześniej bezwysiłkowej gonitwie towarzyszył tylko deszcz.
Pierwszy raz od dawna spałam spokojnie.
Jak mało trzeba, żeby uruchomić lawinę. Zabawne. Cofnij.
sobota, 12 maja 2012
Ruch pod podłogą generują wyładowania elektromagnetyczne, pną się po ścianach, stąd nocą ten rdzawy blask o gęstej strukturze wtopionej sprawnie w krew. Gdy śpiewa pomiędzy snami, arytmiczne bicie serca, wyczuwalne już przez mostek (ten też rośnie), przebija lukrowaną skórę. Widzę więc kolory w obiecanym monochromatyzmie spokoju.
Dotykanie się przez lustra, wszystko celowo, manipulacja ustawia słowa w kolejki nieważkości. Przegrywasz ze mną w przedbiegach. Przed przejściem, zawsze cofasz się i oglądasz za siebie. Stąd te kroki w nocy.
niedziela, 06 maja 2012
Wychodzę z wody w grad słów, nie wiem jaki dziś dzień tygodnia. Pierwsze słońce to reflektor znaczący miejsca wybrane. Wyostrza wzrok na półsenne doznania czasu i przestrzeni. Nie czuję zapachów, chociaż kolory wybitnie podkreślają ich natężenie. Płaczę na deszcz, aż w gardle pojawia się stado zwierząt, pluję kurzem. Ponoć można dziś było dotknąć księżyca.
Nie wierzę w słowa, zapewnienia, wartość pisania, we wszystko będzie dobrze. To przychodzi zbyt łatwo.
wtorek, 17 kwietnia 2012
Roux o oczach szklistego niekoloru. Roux i ten wiatr zmian.
Znów trafiam w miejsce, gdzie grawitacja odwraca pragnienia na drugą stronę możliwości. Pęd gwiazd kumuluje uczucie spadania. Gdyby wytrzewić podskórne zimno, ciało przestałoby występować w sensie figuratywnym. Cielesność związana z naskórkiem, wyznaczałaby granicę wewnątrz-zewnątrz.
sobota, 31 marca 2012
Teraz widzę podwodne miasta, przelewające się z bulgotem niebo. Po drodze coś się wydarzyło. Nie masz wrażenia, że nasze sny dotknęły się kiedyś mimochodem? Może zostałam tam o dzień za długo, pozwoliłam cieniom zbytnio się wydłużyć. Podróż zmieniła się w ucieczkę.
Od zawsze wyznaję zmienną magię wiatru. Wróżę z chmur i noży. Wieszam czerwone wstążki od uroków. Zaklinam po cichu, aż poczuję w kościach zapach ognia i ozonu.
Kiedy już odnajduję, czekam.
środa, 28 marca 2012
Sześć lat i ten sam punkt wyjścia Kay. Ten sam pęd czasu. To samo warunkowanie przeszłością.
niedziela, 25 marca 2012
sobota, 17 marca 2012
Mówili, że nie można być już dalej. Kiedyś kończą się synonimy i ten martwy punkt wyznacza horyzont braku oczekiwań. Nagłe słabości, podczas których świat się kończy, kurczy się pole widzenia. Nadchodzi niespodziewanie. Wystarczy położyć się na ziemi i słuchać jak wchłania samą siebie. Kiedy jej nie ma, przestrzeń otwiera się na tyle, że spadanie kumuluje w sobie wszystkie strachy.
Czym to wyleczysz?
|
|